Droga Użytkowniczko, Drogi Użytkowniku, klikając AKCEPTUJĘ I PRZECHODZĘ DO SERWISU wyrazisz zgodę na to aby Rachunkowość Sp. z o.o. oraz Zaufani Partnerzy przetwarzali Twoje dane osobowe takie jak identyfikatory plików cookie, adresy IP, otwierane adresy url, dane geolokalizacyjne, informacje o urządzeniu z jakiego korzystasz. Informacje gromadzone będą w celu technicznego dostosowanie treści, badania zainteresowań tematami, dostosowania niektórych treści do lokalizacji z której jest odczytywana oraz wyświetlania reklam we własnym serwisie oraz w wykupionych przez nas przestrzeniach reklamowych w Internecie. Wyrażenie zgody jest dobrowolne.

Klikając w przycisk AKCEPTUJĘ I PRZECHODZĘ DO SERWISU wyrażasz zgodę na zapisanie i przechowywanie na Twoim urządzeniu plików cookie. W każdej chwili możesz skasować pliki cookie oraz ograniczyć możliwość zapisywania nowych za pomocą ustawień przeglądarki.

Wyrażając zgodę, pozwalasz nam na wyświetlanie spersonalizowanych treści m.in. indywidualne rabaty, informacje o wykupionych przez Ciebie usługach, pomiar reklam i treści.

AKCEPTUJĘ I PRZECHODZĘ DO SERWISU

Prowadzenie ksiąg to nie doradztwo

Aleksander Woźniak

Czynności w zakresie usługowego prowadzenia ksiąg nie obejmują doradzania, jaką formę opodatkowania wybrać, ani nawet informowania klienta o przekroczeniu limitu uprawniającego np. do ryczałtu ewidencjonowanego. Zadaniem biura rachunkowego jest natomiast zaprowadzić właściwe księgi i ewidencje, gdy taki obowiązek wynika z przepisu.

To główne wnioski z zarządzenia Sądu Rejonowego Szczecin-Centrum w Szczecinie z 12.10.2020 (XI GC 362/20). Orzeczenie nie jest prawomocne.

Pozew złożony w tej sprawie przeciwko właścicielowi biura rachunkowego (o zapłatę ponad 68 tys. zł plus odsetki) wynikał z dwóch roszczeń.

Po pierwsze klient biura twierdził, że nie został przez nie poinformowany o przekroczeniu limitu uprawniającego do rozliczania się w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Wskutek tego nie zdołał wybrać liniowego PIT, tylko musiał rozliczyć się według skali podatkowej. W efekcie przeważająca część jego dochodu została opodatkowana według stawki 32%, a nie 19%, jak przy wyborze podatku liniowego.

Druga wskazywana przez niego szkoda również była konsekwencją wyboru ryczałtu. Klient – jak twierdził – był zapewniany przez biuro, że może rozliczać się w ten sposób, a więc nie musi dokumentować kosztów. W efekcie gdy przyszło mu zapłacić PIT (co było skutkiem przekroczenia limitu uprawniającego do ryczałtu), nie miał dowodów potwierdzających poniesienie wydatków. W rezultacie zapłacił wyższy podatek niż w sytuacji, gdyby odliczył koszty.

Gdy Sąd Rejonowy wydał nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym, właściciel biura rachunkowego wniósł sprzeciw od tego nakazu.

Argumentował, że w okresie trwania umowy nie świadczył usług doradczych i że umowa tego nie obejmowała. Miał jedynie udzielać klientowi pomocy w prowadzeniu ksiąg podatkowych i ewidencji, a w księgach nie wybiera się formy opodatkowania podatkiem liniowym. Wybór odbywa się poprzez złożenie przez podatnika właściwego oświadczenia do US. Podatnik złożył je osobiście, co świadczy, że musiał wiedzieć, na czym polega ryczałt i jakie są warunki opodatkowania w tej formie. Jeśli tego nie wiedział, to znaczy, że nie dochował należytej staranności, której wymaga się od podatników i przedsiębiorców – tłumaczył właściciel biura.

Zaprzeczył też, jakoby nie informował klienta o przekroczeniu progów uprawniających do ryczałtu. Problem polegał na tym, że informację tę przekazywał żonie klienta, bo ten w ogóle nie pojawiał się w biurze rachunkowym i nie interesował się swoimi sprawami księgowymi.

Liczy się treść umowy

Sąd Rejonowy uwzględnił pozew tylko w 3% – biuro rachunkowe wygrało sprawę w 97%. W pierwszej kolejności sąd zapoznał się bowiem z przedmiotem umowy, a było nim prowadzenie i przechowywanie dokumentacji podatkowej klienta (tu następowało wyliczenie, o jakie księgi, ewidencje i kartoteki chodzi), sporządzanie i przechowywanie deklaracji ZUS, sporządzanie deklaracji podatkowych dla celów PIT i VAT, a także zeznań rocznych.

Z umowy nie wynikało, by biuro zobowiązało się do świadczenia usług doradztwa podatkowego, w tym w zakresie wyboru najkorzystniejszej formy opodatkowania. Nie wzięło ono również na siebie obowiązku informowania klienta o przekroczeniu limitu uprawniającego do ryczałtu.

Nie wskazywały na to także dowody z zeznań świadków i przesłuchania stron. Żona klienta zeznała jedynie, że przypuszczała, iż skoro biuru została powierzona księgowość, to będzie ono również pilnować limitów i ew. zmiany sposobu opodatkowania.

Liczy się jednak treść umowy, a nie przypuszczenia powoda i jego żony oraz ich wyobrażenia co do treści podpisanej umowy – stwierdził sąd.

Zebrany w sprawie materiał dowodowy nie wykazał również, aby zamiar stron co do znaczenia umowy był faktycznie inny (szerszy) niż jej pisemne postanowienia (art. 65 Kc).

Brak dodatkowych zobowiązań biura, niespisanych w umowie, potwierdziła również opinia biegłej.

Nie było obowiązku, nie ma winy

Biegła przeprowadziła także badanie, jaka forma opodatkowania mogłaby być najkorzystniejsza. Wykazało ono, że nie jest to czynność prosta i możliwa do oceny przez osoby nieposiadające w tym zakresie odpowiednich uprawień i kompetencji. Z pewnością obowiązek przeprowadzania takiej analizy nie mógł obciążać biura rachunkowego, które wzięło na siebie wyłącznie obsługę księgową – podkreślił sąd.

Stwierdził, że skoro biuro nie miało obowiązku informowania o najkorzystniejszej formie opodatkowania i konieczności zmiany tej formy, to nie można mu również zarzucać, że nie wybrało za klienta podatku liniowego bądź nie wskazało potrzeby takiego wyboru.

Sąd zwrócił również uwagę na wysokość wynagrodzenia biura. Było to 150 zł brutto miesięcznie.

Nie sposób uznać, aby powód zasadnie mógł przypuszczać, iż biuro będzie za taką cenę o wszystkim go informowało i pilnowało wszelkich jego spraw fiskalnych – stwierdził sąd.

Orzekł natomiast, że biuro nieprawidłowo wykonało umowę, bo wbrew swojemu zobowiązaniu nie prowadziło pkpir, mimo że taka konieczność zaistniała. Nie ulega bowiem wątpliwości, że od 1 stycznia klient utracił prawo do ryczałtu. Biuro powinno więc było, zgodnie z umową, zaprowadzić pkpir.

O ile więc nie było ono zobowiązane do udzielania klientowi informacji nt. możliwych sposobów rozliczeń i o przekroczeniu limitu, o tyle powinno było badać wysokość jego przychodów w celu ustalenia momentu właściwego do zmiany sposobu księgowania.

Konsekwencją nieprzypilnowania tej sprawy przez biuro było niewłaściwe sporządzanie przez nie deklaracji podatkowych i nieprawidłowe informowanie klienta o wysokości podatku (a w zasadzie już zaliczek na PIT).

Ustalenie szkody

Po tych ustaleniach sąd przeszedł do zbadania, czy na skutek takich zaniechań biura klient poniósł szkodę, a jeśli tak, to w jakiej wysokości. Sąd wyjaśnił, że szkodę należy rozumieć jako różnicę między stanem majątku powoda wskutek naruszenia zobowiązania a stanem, jaki by istniał, gdyby pozwany zachował się zgodnie z treścią zobowiązania. Szkodą może być rzeczywista strata lub utracone korzyści.

Klient powinien był więc wykazać, że gdyby biuro prawidłowo sporządzało deklaracje podatkowe i prowadziło księgowość, to zapłaciłby niższy podatek i nie poniósłby innych kosztów.

Sąd zwrócił jednak uwagę na art. 22 uzpd. Z przepisu tego wynika, że z chwilą utraty prawa do ryczałtu podatnik jest niejako automatycznie zobowiązany do opłacania podatku na zasadach ogólnych.

Klient nie miał więc racji, twierdząc, że biuro powinno było wybrać, czy rozliczać podatek liniowo, czy według skali podatkowej. Skoro sam nie wybrał w styczniu żadnej nowej formy opodatkowania, a jednocześnie utracił prawo do ryczałtu, to obowiązkiem biura było obliczanie i przekazywanie informacji o zaliczkach na PIT obliczonych według skali podatkowej – orzekł sąd.

Zwrócił zarazem uwagę, że klient ostatecznie taki właśnie podatek zapłacił (już po ujawnieniu nieprawidłowości przez US). Nie doszło więc do szkody. Gdyby od początku był prawidłowo rozliczany (tj. według skali podatkowej), to tyle właśnie podatku musiałby uiścić.

Klient nie zdołał również wykazać wysokości kosztów, które mógłby odliczyć, gdyby od początku roku wiedział, że musi rozliczać się według skali. Nie złożył na to żadnego dowodu, choćby opinii biegłego w zakresie hipotetycznych kosztów, na podstawie średniorocznych, ponoszonych przez siebie wydatków. Nie wykazał zatem, o ile niższy mógłby zapłacić podatek, gdyby gromadził dowody poniesienia kosztów.

Nie wykazał również okoliczności związanych z drugą podstawą dochodzonego roszczenia. Nie był w stanie dowieść, że biuro faktycznie zapewniało go o braku konieczności dokumentowania ponoszonych kosztów.

Poza tym – jak zauważył sąd – nie byłoby to spójne z zeznaniami żony klienta, która twierdziła, że biuro sugerowało możliwość zmiany formy opodatkowania i już na początku wiedziało, że z uwagi na wysoki dochód trzeba będzie przejść na podatek liniowy. Jeśli faktycznie tak było, to nielogiczne byłoby stwierdzenie biura, że klient nie musi zbierać dowodów na ponoszone koszty. Jedno drugiemu przeczy.

W rezultacie sąd uznał, że klient wykazał szkodę jedynie w wysokości 2358 zł. Tyle kosztowały go odsetki od zaległości podatkowej oraz opłata prolongacyjna w związku z rozłożeniem podatku na raty. Gdyby bowiem biuro prawidłowo ustalało zaliczki na PIT (według skali podatkowej), to nie powstałoby opóźnienie i klient nie musiałby płacić odsetek ani składać wniosku o odroczenie i rozłożenie na raty.